Porady

Wegetarianin w podróży po Ameryce Centralnej

Jak przetrwać na diecie bezmięsnej w podróży? Wegetarianin w Ameryce Centralnej na pewno nie umrze z głodu. Poniżej opiszę, co zjeść w poszczególnych państwach, od Meksyku, aż po Kostarykę. Dowiesz się jakich cen się spodziewać, co wziąć na drogę do plecaka, a co na piknik.

Uwaga: nie czytaj tego na głodzie!

Wystawa sklepu z owocami i warzywami.

Co zjeść w krajach Ameryki Centralnej

Meksyk 

Zadziwiające jak różnorodne mogą być nadzienia do tacos, czyli małych tortilli. Nawet jak w menu nie było opcji wegetariańskiej to zawsze kucharze wyczarowali jakąś mieszankę warzyw, a ich radość, gdy widzieli, że dogodzili klientom o specjalnych wymaganiach, była nieoceniona. Tacos’y były zazwyczaj wegańskie, doprawione dowolnym sosem o różnych stopniach ostrości: mało pikantne, bardzo pikantne, piekielnie pikantne. Te mało pikantne, były raczej szczytem możliwości dla europejczyka… 

W Meksyku popularna jest również quesadilla, czyli duża tortilla smażona z serem i jakimiś dodatkami. Na przekąskę czy kolację królowało niezastąpione guacamole (pasta z awokado) z nachos’ami, czyli chipsami kukurydzianymi.

Prawdziwym rajem dla wegetarian w Meksyku jest Bacalar na Jukatanie. Kilka wegetariańskich restauracji, np. Mango y Chile, serwuje przepyszne burgery i falafele, za ok. 120 pesos, świeże smoothie, a i w innych lokalach zawsze znaleźliśmy coś bez mięsa, np. w El Pinio: ryż z warzywami, czy burrito. Do wyboru do koloru. Nawet nad samym jeziorem w barze Mexa były bagietki z grillowanym bakłażanem za 80 pesos.

Pasta z awokado z czipsami tortilla oraz pomidorowa salsa.
Guacamole

Gwatemala

Tutaj zaliczyłam pierwszą wpadkę, gdy zamiast wege burgera dostałam fishburgera i kelnerka upierała się, że to nie jest prawdziwa ryba. Na szczęście sytuację uratował kucharz, który przeprosił i okazało się, że kelnerka jest nowa i źle złożyła zamówienie w kuchni. Burger został szybko wymieniony na bezmięsny. W Gwatemali byliśmy na 6 dniowym trekingu w dżungli, a w naszej grupie znalazło się 3 wegetarian. Organizatorzy wręcz ucieszyli się z tego, bo bez lodówki i prądu łatwiej jest transportować warzywa, niż mięso. Jedzenie było przygotowywane na prawdziwym ogniu, łącznie ze świeżą tortillą. Dania były pełne smaku i urozmaicone, głównie to był ryż, makaron, jaja i przeróżne warzywa.

Mekką wegetarian w Gwatemali było zdecydowanie San Marco nad jeziorem Atitlan. Jako, że wioska przyciąga głównie hippisów, znajdziemy tam pełno wege i indyjskich restauracji. Cenowo niestety raczej nie dla backpackerów… 

wegetariański szaszłyk, ozdobiony dużym czerwonym kwiatem hibiskusa, ryżem oraz sosem.

Salwador 

Na Ruta de Flores był jeden z najlepszych i najtańszych street foodów jakie jadłam. Smażona juka jest absolutnie hitem z jej delikatnym miąższem, lekko słodkawym. Juka podawana jest z sałatką na liściu bananowca, ale czasem dodają też mięso, więc lepiej uprzedzić, że sin carne. W Juayúa było pełno budek ze świeżo usmażonymi chipsami z banana, juki i ziemniaków. Bezimiennych jadłodajni, czyli comedores też było bez liku i mimo, że wyglądały prosto i niepozornie to jedzenie było świeże, domowe i smaczne. Ze śniadaniami za 2$ i znakomitą kawą za 0,25$ Salwador przebija wszystkie inne miejsca jeśli podróżujecie na budżecie. Do tego lokalny market pełen był owoców i warzyw. Czego niestety drastycznie brakowało na wybrzeżu. Za to właśnie nad morzem w El Zonte trafiłam na rodzinną pupuserię z najlepszymi pupusami, o przeróżnych nadzieniach. To taki placek trochę jak tortilla, ale mniejszy i grubszy, wypełniony serem oraz czymś do wyboru, np. szpinakiem, grochem.

Smażona juka na liściu bananowca, z sałatką.
Smażona juka na liściu bananowca, Juayúa w Salwadorze.

Nikaragua

W tym kraju zostałam na dłużej nad oceanem w małej wiosce rybackiej El Transito. Na obiady chodziłam codziennie do małego comedore, gdzie przesympatyczna właścicielka przygotowywała wege danie specjalnie dla mnie. Był to zazwyczaj ryż z różnymi warzywami, smażonym bakłażanem, frytkami, czy tradycyjną zupą z serem. Jej kuchnia była prosta, ale pełna smaku, w dodatku jedzenie gotowane było na prawdziwym ogniu, więc przenikało zapachem dymu jakby było wędzone.

W Leon odwiedziłam “Cococallala” –  ciekawie usytuowana wege knajpka w kolonialnym ogrodzie nad basenem. Burgery kosztowały 7$ co było trochę wygórowaną ceną jak na tamtejsze warunki, jednak już zdążyłam się przekonać, że lokale wegetariańskie są zazwyczaj droższe.

Sklep z warzywami i owocami oraz portret kobiety i łapacze snów na wystawie.

Kostaryka

Na wybrzeżu Karaibskim, ku mojemu zaskoczeniu królowała pizza i bardziej europejskie trendy. W Puerto Viejo, restauracje są na każdym kroku, ale ceny dorównują zachodnio-europejskim. Za wege burgera trzeba zapłacić około 10$. Na szczęście są też tańsze jadłodajnie, tzw. Sodas, gdzie ryż z warzywami można zjeść już za 6$. Moją ulubioną sodą było Ricosito, zawsze pełne ludzi. A najlepszy falafel zjadłam w Pan Pay też za około 6$. Śniadanie jest typowe jak wszędzie w Ameryce Centralnej, z tą różnicą, że groch doprawiony jest jakąś mieszanką przypraw, więc smakował specyficznie. Nie brakuje też dużych supermarketów, ale ceny są dość wysokie, więc nie wiem czy opłacałoby się samemu gotować w Kostaryce. Np. za 5 litrową wodę w butelce zapłaciliśmy 5$! W przeciwieństwie do innych krajów tego regionu, bardziej popularne jest tu pieczywo, nawet są piekarnie. Polecam włoski Gustibus, z mega śniadaniami, słodkościami i kawą pierwszej klasy.

Tacos z warzywami na stole obok miseczek z sosami i guacamole
Tacos

Śniadania

Nie ma to jak zacząć dzień od solidnego śniadania. Zapomnij o płatkach na mleku. W Ameryce Centralnej śniadanie jest syte niemal jak obiad. W dodatku całkiem dobrze zbalansowane pod względem odżywczym i wegetariańskie. Typowe śniadanie składało się z gallo pinto, czyli ryżu z czarnym grochem, ciepłą tortillą, smażonym platanem (mój ulubiony!), kawałkiem sera i jajecznicą lub omletem. Często w zestawie była też miseczka owoców. W tym regionie uprawia się kawę, więc nawet z zwykłych comedores kawa była przepyszna i tania. Niestety brakuje profesjonalnych ekspresów, które wydobyłyby jeszcze więcej aromatu. W Meksyku dostaliśmy kawę z wyraźną nutą czekolady, aż zapytaliśmy czy dodali ziarno kakaowca, ale okazało się, że po prostu ten gatunek kawy miał smak czekolady, coś niesamowitego dla podniebienia.

Przekąski na drogę

Zawsze mam coś w zapasie pod ręką. Orzeszki ziemne, rodzynki, coś co się nie roztopi, ani nie zmiażdży robiąc bałagan w plecaku.Sporadycznie batony energetyczne, albo ciasteczka. Na ulicach można kupić chipsy z bananów, z juki, często są też sprzedawane w chicken busach. Nie polecam przewozić świeżych bananów, bo łatwo je zgnieść, szybko czernieją i są ciężkie.

Piknik

Uwielbiam pikniki na plaży lub w parkach. Zazwyczaj zabieram z sobą lokalne owoce, które są soczyste, słodkie, dojrzałe, bez porównania z tymi w europejskich sklepach. Ananasy, melony i arbuzy są nieraz sprzedawane na kawałki, co jest bardzo wygodne. Na ulicach można spotkać też mieszankę pokrojonych owoców sprzedawanych w kubeczkach. Na bardziej treściwą przekąskę wybierałam awokado, pomidory i chipsy z tortilli oraz świeży kokos.

Niezbędnik:

Mały nożyk, np. do krojenia awokado. Lepiej kupić na miejscu, bo nie można takich rzeczy przewozić w bagażu podręcznym.

Spinacz do zamknięcia torebki z np. orzeszkami, żeby się nie rozsypały w plecaku.

Chusteczki – niektóre rzeczy potrafią nabałaganić, jak pomidor czy mango.

Metalowa rurka do napojów – świadomość problemu zaśmiecenia świata plastikiem wzrasta, ale nadal w barach dodają rurki bez pytania, nawet do wody, dlatego warto mieć swoją i z góry zastrzec, że sobie nie życzysz. W chickenbusach używa się masę plastikowych rurek. Sprzedawana jest coca cola i fanta ze szklanych butelek, od razu przelewana do woreczka, w który wetknięta jest rurka. W ogóle system napojów w woreczkach wyglądał zabawnie dopóki nie widziałam tych woreczków na ulicy wśród innych śmieci. Choć z drugiej strony, co mnie pozytywnie zaskoczyło to różnorodność ekologicznych rurek jakie spotkałam w niektórych restauracjach: papierowe, zrobione z  pestek awokado, metalowe lub po prostu zwykła trzcina z dziurką. Można? Można.

zupa z dyni w ceramicznej miseczce na drewnianym stole oraz napój z metalową rurką
Metalowa rurka do napojów, Flores w Gwatemali.

Podsumowując, jeśli zna się język to zawsze warto zapytać w restauracjach o możliwość przygotowania czegoś w wersji wegetariańskiej nawet jeśli nie ma tego w menu, albo jest z mięsem. Małe lokale są zazwyczaj bardziej elastyczne pod tym względem.

Więcej szczegółów, gdzie zjeść w konkretnym miejscu znajdziecie we wpisach dotyczących danego kraju. 

Jak widać jedzenia wegetariańskiego i wegańskiego jest pod dostatkiem. Mam nadzieję, że nie narobiłam Wam za dużego smaka 😉 Co jeszcze dodalibyście do listy przekąsek w podróży? Jestem ciekawa, czy byliście w tych krajach i jedliście coś ciekawego, czego nie wymieniłam? Twoją opinią ten artykuł będzie pełniejszy, pisz śmiało! Pozdrawiam.

2 thoughts on “Wegetarianin w podróży po Ameryce Centralnej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.